TRIATHLONOWA MAJORKA – z dziennika podróży teamu WM Triself Team

https://www.strava.com/heatmap#10.53/3.18681/39.62994/blue/ride

Wyobraź sobie wyspę (sporo mniejszą od małopolski) całą pokryta siecią dróg mało uczęszczanych przez samochody i malowniczych dróżek między polami lub serpentynami ciągnącymi się przez wzgórza, przełęcze aż po sam brzeg na nadmorskie klify z krystalicznie błękitną wodą.

 

 

Wyobraź sobie, że te drogi są zrobione jakby tylko dla kolarzy, a spotkani sporadycznie kierowcy nie trąbią, nie mijają na tzw. #nagazete (odległość samochodu od roweru). Co parę kilometrów urokliwe miasteczka z kawiarniami zachęcającymi na #coffeebrejk z ciachem (ach te tiramisu, magdalenki, brawnie…) Czas inaczej leci przez takie chwile – nawet zdarza się, że żółw przez drogę przebiegnie niepostrzeżenie.

 

Brzmi trochę jak sen, ale jak jestem w takim miejscu to prawie jakbym śnił. O tym, że to nie sen, przypomina mi jedynie od czasu do czasu #foszasta pogoda, która nie zawsze jest idealna lub #wmordewiatr, który dba o to, żebyś nie kręcił za luźno.

Okazuje się, że ta kraina istnieje – Majorkę odkyłem rok temu dzięki ptzyjaciołom i znajomym triathlonistom spełniającym swoje i i innych kolarskie marzenia. W tym roku postanowiliśmy odkryć również jej górskie oblicze, które króluje w północno-zachodniej części Majorki. Od krętych serpentyn może zakręcić się w głowie, a niektóre z ich zakrętów mają po 270 stopni i kiedy myślisz, że to już koniec pojawiają się kolejne i kolejne. Na zjazdach trzeba być skoncentrowanym, żeby nie zwiedzić okolicy za niewielkimi barierkami ochronnymi – co mi się akurat udało, na szczęście przy prawie zerowej prędkości. Podjazdy mocne, ale nie takie żeby przewracało do tyłu przez pół dnia. Najdłuższy jaki jechałem (Sa Calobra pawie 10km) udało się zrobić w około godzinę, ale o to musiałem się mocno postarać wspierając duchem i słuchając epitetów na temat uroków podjazdów mojej towarzyszki podróży przez życie.


Lista ciekawszych podjazdów z linkami do Stravy:
Puig Major – 14,2km, 6%
Sa Colobra – 9,5km, 7%
Coll de Soller – 9,8km, 5%
Coll de Femenia – 8,6km, 6%
Coll de sa Batalla – 7.8km, 5%
Coll d’Honor – 6,2km, 6%
Talaia d’Albercutx – 5,5km, 6%
San Salvador – 5,1km, 7%
Puig de Randa – 8,6km, 4%
Port de Valldemossa – 4,9km, 8%
Es Grau – 4km, 6%
Coll de Sa Gramola – 5,3km, 5%
Ermita de Betlem – 5,1km, 5%
Coll d’Orient – 5km, 5%
Galilea – 4,6km, 6%

KOMy mają tam najwięksi kolarze świata lub… jakieś cyborgi.

W części, gdzie nie ma gór można szukać ukojenia i przemieszczać się pomiędzy klasztorami na wzgórzach jak San Salvador czy Santuario de Cura z podjazdami tak na ok 20min (w sam raz na zrobienie np. testu FTP) –


Niesamowite jest to, że każdy zakątek wyspy jest dostępny rowerem w ciągu jednego dnia – sprawdziłem

Nie samym kolarstwem triathlonista żyje, więc w przerwach między rowerem można popływać i pobiegać dla „regeneracji”. Nieopodal Ses Salines, miejscowości, gdzie mieszkaliśmy, w Colonia de Sant Jordi, znajduje się odkryty basen 50m z wodą o stałej temperaturze 28 stopni, gdzie trenują teamy pływaków z całego świata – więc i my.

Ale przede wszystkim piękne morze – na którym można potrenować #openwater, pływanie i nawigacje w falach lub… balet na plaży

 

Trasy biegowe – czysta przyjemność biegania.

Oczywiście Majorka zadbała, żebyśmy nie przemęczali się tak cały czas treningami i w pochmurniejszy dzień odwiedziliśmy największe miasto na wyspie – Palma de Mallorca. Miałem tam dwa punkty tzw. #mustbe:

  1. The Workshop Cafe+Cycles” – kawiarnia, wypożyczalnia rowerów z serwisem prowadzona przez polskiego kolarza i trenera grupy ActiveJet Jakuba Pieniążka, gdzie parę tygodni wcześniej poszukiwali pasjonata kolarstwa i baristy w jednym… nawet się zapisałem na kurs baristy przed wyjazdem na wszelki wypadek… praca marzeń??? …kto wie… może kiedyś. Póki co rozmawiałem z chłopakiem, który przeprowadził się tam 3 tygodnie wcześniej z Polski na to stanowisko – wyglądał na szczęśliwego.

  1. Obiecałem sobie też odwiedzić fenomen i wyznacznik trendów mody kolarskiej – sklep i clubhouse „Rapha”, w której to odzieży jeździ tu sporo kolarzy. Powiem tak – ładne, nawet bardzo… jednak dość szybko wyszedłem, żeby całkiem się nie rozchorować i nie wyczyścić wszystkich debetów na karcie kredytowej – cenią swoją jakość, oj cenią.
  2. Ale za to dodatkowo można zwiedzić kilka ciekawych perełek jak sklep z kaczuszkami kąpielowymi w przebraniu jakim sobie tylko wymarzysz…

Jadąc do Palmy trzeba się uzbroić w cierpliwość do korków i szukania miejsca parkingowego, co też mi przypominało, że to #niejebajka.

Na koniec deser wyjazdu triathlonisty… akurat oczywiście całkiem przypadkowo, w tym terminie, w miejscowości odległej o 6km odbywał się Mallorca Olympic Triathlon. Gdyby nie pogoda bardziej polska niż w Polsce o tej porze roku (temp 12 stopni i lejący mocno deszcz) to pewnie byłoby idealnie, ale nie można sobie popsuć wszystkich marzeń przecież od razu. Będzie pretekst, żeby tu wrócić i poprawić czasy lub wybrać zawody na dystansie ½ IM lub nawet cały dystans IM… kto wie… może nawet z większym składem teamu WM Triself

Majorka to wyspa prawie dla każdego. Do kolarskiego wyboru jest wszystko: płasko, pagórki, spore podjazdy. Jeśli jechać na urlop „niewypoczynkowy” z rowerem szosowym to Majorkę polecam szczególnie. Również rodzinnie – dla każdego znajdzie się trasa, a rowery można wypożyczyć również na miejscu.

Życzę równie niezapomnianych przeżyć na trasach kolarskich i nie tylko.

Te ładniejsze fotografie (objęte prawami autorskimi) to dzieło moich triathlonowych przyjaciół – Tomasza i Ani Książków, a pozostałe to moje.

Zapraszam do przyłączania się na Stravie do clubu WM Triyorself: https://www.strava.com/clubs/449363

i do mnie też: https://www.strava.com/athletes/7517711

Rafał Grzywacz